wtorek, 31 stycznia 2017

"Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa" - R. Lagercrantz, E. Eriksson

Autor: Rose Lagercrantz, Eva Eriksson
Tytuł: "Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa"
Wydawnictwo: Zakamarki
Liczba stron: 118
Ocena: 4/10

Jest to jedna z książek o Duni, dziewczynce, która dopiero zaczyna swoją przygodę w szkole. Ta część zdecydowanie mnie nie zachwyciła...
Ostatni dzień roku szkolnego, Dunia za chwilę skończy pierwszą klasę. Jest jak zawsze bardzo szczęśliwa. To jej najbardziej rozpoznawalna cecha - jest wiecznie szczęśliwa, typowa optymistka. Jeśli coś nie idzie po jej myśli, to wypiera to ze świadomości, zapomina.
Tym razem jednak Dunię spotyka jeszcze większe nieszczęście niż wtedy, gdy wyprowadziła się Frida, jej najlepsza przyjaciółka. Tatuś dziewczynki został potrącony przez samochód i zapadł w śpiączkę... Tata samotnie wychowuje Dunię, jej mama zmarła dawno temu.
Okej. Dunia zawsze szczęśliwa ma przeżyć teraz coś tak strasznego, jak wypadek taty, i to nie byle jaki wypadek. Dobry pomysł, dobry materiał, który mógł pokazać, jak radzić sobie z takimi sytuacjami, gdyby komuś się rzeczywiście w życiu zdarzyły. Ale nie. Dunia dowiaduje się, że tata jest w szpitalu, oczywiście płacze, już nie jest taka szczęśliwa, jednakże trwa to bardzo krótko. Okazuje się bowiem, że spędzi wakacje z Fridą. I znów jest szczęśliwa. Zostawi tatę samego na dwa miesiące. Co z tego. Kto by się przejmował, przecież stary i tak leży w szpitalu, co mu po małej Duni...
Dobrze, może jestem trochę uszczypliwa, ale nie rozumiem sensu tej opowieści. No kurde, dziewczynka się dowiaduje, że jej ojciec został potrącony, zapadł w śpiączkę. Co prawda na chwilę się przebudził, ale tylko na sekundę i lekarze ostrzegają, że będzie dochodził do siebie przez wiele tygodni. A jego córka cieszy się i nie ma problemu z tym, że zostawi go w szpitalu, a sama będzie się bawić z Fridą. No nie wiem, boli mnie to, może jestem za stara. Rozumiem, że dzieci nie przejmują się wszystkim tak bardzo i tak długo jak dorośli, ale nie wiem po prostu, jaki jest morał tej historii i po co takie dziwne połączenia... Do tego ilustracje, które są moim zdaniem kompletnie nieudane. Jak widzę twarze głównej bohaterki i jej koleżanki, to coś się we mnie przewraca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz