niedziela, 20 listopada 2016

"Gedeon" - R. Kościuszko

Autor: Robert Kościuszko
Tytuł: "Gedeon"
Wydawnictwo: Kościuszko
Liczba stron: 149
Ocena: 4/10

Książkę polecono mi jako potencjalną lekturę na zajęcia z dzieciakami w piątej klasie podstawówki. Wszystko zapowiadało się naprawdę obiecująco - nawiązanie biblijne, postać wojownika, który miałby zachęcić moich uczniów do lektury... Ale potem przeczytałam "Gedeona" i przestało być tak kolorowo.
Uważam, że książki są wartościowe, jak mają ciekawą fabułę, dobry język czy innowacyjną formę. Omawiana pozycja jest natomiast koszmarnie napisana, choć sam pomysł nie był zły. Pan Robert Kościuszko chciał opisać przygody Gedeona, postaci pojawiającej się w Starym Testamencie. Książkę swą kierował do najmłodszych, aby w prosty i interesujący sposób przybliżyć im treść tego trudnego tekstu, jakim niewątpliwie jest Biblia. Więc co tu nie gra?
Język nie powala na łopatki. Dałoby radę go jakoś przeżyć, no ale nie powala. Dla mnie książka jest za brutalna i nakłania do dziwnych wniosków, których obecni chrześcijanie chyba nie chcieliby usłyszeć. Ale zacznijmy od początku: Gedeon w walce z najeźdźcą ma odcięte ramię. Tajemniczy Anioł go ratuje i nakłania do stawienia się wrogowi. Gedeon to robi, bo jest bardzo waleczny, ale w międzyczasie prosi swojego Boga chyba z tysiąc razy o ponowne, już naprawdę ostatnie znaki, by mieć pewność, że Siła jest po jego stronie. Okej, może tak jest w Starym Testamencie i autor chciał pokazać, że z tego Gedeona też był niezły niedowiarek. Ale przydałby się jakiś komentarz, jakieś wyprowadzenie tego, no cokolwiek!
Z lektury można wywnioskować, że:
- zwierzętom można zadawać ból, jeśli jest to na chwałę Pana: "Wielkie zwierzęta były ciągnięte sznurami zaczepionymi o kółka wsadzone w ich nozdrza. Ból wymuszał na zwierzętach całkowite posłuszeństwo". Naprawdę? Nie można było sobie tego darować, napisać po prostu, że Gedeon złożył ofiarę ze zwierząt?
- zabijanie w niektórych przypadkach nie jest takie najgorsze i nie trzeba mieć o siebie pretensji, jeśli się pozbawiło życia kogoś w słusznej sprawie. Ba! Bóg nawet pomoże w takim niewinnym grzeszku: "Cięli mieczami wrzeszczących Madianitów, rąbali ich z góry ciężkimi toporami".
Albo tu:
"Obaj trzymali za włosy obcięte, zakrwawione głowy" 
I jeszcze tu: 
"Zwarty, galopujący walec rozpychał na boki przerażonych Madianitów, tratując pod kopytami tych, którzy nie zdążyli uciec. Łamał ręce, nogi, przetrącał karki"

Język tekstu, tzn. jego prostota, wskazuje czytelnika w wieku około 10-12 lat. Jednak tego typu fragmenty jak te przywołane powyżej to, według mnie, gdzieś minimum 14 lat. To znaczy jasne, nie uważam, że dzieci wcześniej nie mają do czynienia z brutalnością, czy to w literaturze, czy to w filmie, czy w grach. Nie podtykałabym im jednak tego sama. Poza tym tekst nie ma jakiegoś tła, jakiegoś osadzenia, jakiś drogowskazów, komentarzy, które są - przynajmniej według mnie - potrzebne w literaturze dla dzieci. 
No nie wiem. Nie podobało mi się to. Chyba przede wszystkim dlatego, że wiedziałam, że rodzice moich uczniów oburzyliby się, gdybym znalazła inną książkę z tak brutalnymi scenami, ale nieinspirowaną Biblią. Tu, wydawało mi się, fakt, że historia pochodzi ze Świętej Księgi, miał z góry sprawić, że i książka będzie świetna i wartościowa.
Nie polecam. Nikomu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz