środa, 3 sierpnia 2016

"Złodziejka książek" - M. Zusak

Tytuł:  "Złodziejka książek"
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 495
Ocena: 8/10

Tak... "Złodziejka książek" to niewątpliwie jedna z tych powieści, o których nałogowi czytacze słyszeli. Zabierając się za nią, nie byłam przygotowana na nic - mam bowiem zwyczaj nie czytania o książce. Dla mnie każda pozycja to niespodzianka, więc nie chcę w żaden sposób się uprzedzać (no, najczęściej). Jakież było więc moje zdziwienie, kiedy:
1. zabrałam tę książkę do NIEMIEC i odkryłam, że akcja dzieje się w tym właśnie kraju
2. zobaczyłam w recenzjach, że to książka dla najmłodszych (?!?!?!?!)
Pożyczyłam książkę od przyjaciółki i wzięłam ze sobą na wakacje. Od początku mnie ujęła, przede wszystkim tymi małymi wstawkami od narratora i samą narracją. Nigdy nie czytałam książki, w której narratorem byłaby Śmierć, do tego nie Pani Śmierć, a Pan Śmierć. Swoją drogą, wyjątkowo ludzki Pan Śmierć.
Główną bohaterką jest Liesel Meminger, niemiecka dziewczynka, która traci braciszka a sama zostaje oddana do rodziny zastępczej. Jej dzieciństwo przypada na najgorsze możliwe czasy - czasy wojny. Liesel nie jest zadowolona, że musi mieszkać u obcych ludzi pod Monachium. Do tego w szkole ma niezłe braki, a dzieci, jak to dzieci, wyśmiewają się z nowej koleżanki. Na szczęście chuda latorośl ma sporo siły i zawziętości, więc wystarczy jeden spuszczony koledze łomot, by zdobyć szacunek w szkole.
Oprócz tego, że została bez rodziny, boli ją jeszcze jedna rzecz. Liesel nie umie czytać, a bardzo ją do słów ciągnie. Słowa i książki nie tylko są dla niej ważne, ale też ratują jej życie i nie, nie jest to przenośnia...
Zusak porusza wiele kwestii. Kwestię przyjaźni, kradzieży, dobra i zła. Autor prezentuje nam kilka portretów niemieckich obywateli III Rzeszy, pokazując, że w większości są to normalni, zwyczajni ludzie, a nie jakieś potwory. Podoba mi się też to, że w "Złodziejce książek" sporo miejsca poświęca się zabawie, normalnemu życiu. Nie jest to obraz ciągle spadających na miasta bomb, choć w sumie to chyba jeszcze gorsze - wszystko wydaje się być normalne, spokojne, bezpieczne, aż nagle niknie z powierzchni ziemi. Podjęty jest też temat Holocaustu, bo rodzina głównej bohaterki przygarnia pod swój dach Żyda. Jedna z końcowych scen z udziałem owego mężczyzny jest tak wzruszająca, że przygotujcie chusteczki, serio.

Sama fabuła nie jest dla mnie porywająca. Tę książkę się szanuje przede wszystkim za narrację. Jest tu sporo metafor, ale gdy mowa o sprawach okrutnych, narrator nie owija w bawełnę i nazywa rzeczy po imieniu. Dodatkowo, w "Złodziejce książek" nie ma normalnej chronologii. Śmierci wszystko jedno, czy nas zainteresuje, czy nie, więc wiele faktów zostaje uprzedzonych. Wiemy wcześniej, kto zginie, a praktycznie ostatnia scena zostaje pokrótce opisana też na początku, choć nie wiadomo wtedy jeszcze, o co dokładnie chodzi.
Autor umie bawić się słowem, zdania są rewelacyjne - dynamiczne, dostosowane do sytuacji. Sam Pan Śmierć wzbudza tyle ciepłych uczuć, że aż mi go było szkoda, że musiał się tak męczyć podczas wojny. Wybranie takiego a nie innego narratora pozwoliło na wprowadzenie czarnego humoru, pełnego ironii i bezpośredniości.
Najczęściej narrator przybiera rolę obserwatora, który relacjonuje zdarzenia. Nawet nie obserwatora, bo mówi, że go tam nie było - informacje czerpie z dziennika Liesel, który sobie przywłaszczył. Czasem jednak przyjmuje rolę narratora prowadzącego, który namawia do wspólnej podróży po słowach.
Nie zakwalifikowałabym tej książki jak "dla najmłodszych". Jest jak najbardziej odpowiednia tak od 12, 13 roku życia, ale nie czułam, żeby była nieodpowiednia też dla mnie. Książka z serii "dla każdego".
Przyznam się, okej, płakałam. Bo "Złodziejka książek" nie jest pozycją, która zmieniła moje życie, była przełomem, cokolwiek - nie, tego od niej nie oczekujcie, bo nie taka jej rola. Ale dla mnie, dla osoby, która tak kocha książki jako przedmioty i książki jako słowa, historie, było to wielkie wzruszenie, gdy ją zamknęłam i pomyślałam sobie: "Ty też jesteś Złodziejką Książek. Kradniesz słowa po kawałku, czasem obżerasz się nimi, czasem masz ich dość. Tobie też nieraz ratują życie, gdy nie chcesz już o niczym myśleć i zostajesz tylko z nimi". Tak... Słowa, słowa, słowa.
Czytajcie, naprawdę czytajcie i podrzucajcie tym młodszym - może zrozumieją, jak cudownym przyjecielem może być Literatura.