poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Niemcy" - Leon Kruczkowski

Tytuł: "Niemcy"
Autor: Leon Kruczkowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
Liczba stron: 107
Ocena: 8/10

Ostatnio ciągle słyszę o tym dramacie w kontekście lektury szkolnej w gimnazjum. A że książkę mam, krótkie to, i dramat, to stwierdziłam, że przeczytam.
Zawsze interesowała mnie literatura wojenna. Sama historia dwudziestego wieku w sumie też. Czytałam, co popadnie: "Ziele na kraterze", "Kamienie na szaniec", "Zdążyć przed Panem Bogiem"... Jedynie Borowski mi nie przypadł do gustu ze swoimi opowiadaniami. Zatem uwierzcie na słowo - jako tako się znam. A jednak coś mnie jeszcze zaskoczyło...
"Niemcy" to dramat. To plus numer jeden. Dramat jest niedoceniany według mnie. Ja ten rodzaj literacki uwielbiam za prostotę przekazu. Najczęściej literatura poświęcona drugiej wojnie światowej to opowiadania lub wspomnienia w różnej formie zapisane. Kruczkowski wybrał co innego i, według mnie, idealnie dobrał sposób przekazu do tego, co przekazać chciał.
Długość. Plus numer dwa. Jest to treściwe, dynamiczne i dobitne na tych kilkudziesięciu stronach. Wystarczyło tyle by wstrząsnąć, jeśli ktoś postarał się przeczytać to z pewną refleksją.
Rok wydania. Plus numer trzy. Często teksty o tej tematyce ukazywały się później, już z perspektywy czasu. Tutaj pierwsze wydanie to rok 1949, czyli zaraz po wojnie. Autor więc ujął swój problem "na świeżo".
Perspektywa. Plus największy. No bo do czego jesteśmy zwykli, gdy czytamy literaturę wojenną? Do opisu obozów, do perspektywy ofiary. Oczywiście - nie zawsze (patrz: "Rozmowy z katem" Krall). Niemniej jednak przywykliśmy do rozczulających lub wstrząsających wspomnień OFIAR. A tutaj OFIARA zajęła się kwestią SPRAWCY. Autor bowiem podkreśla niejednokrotnie, że wojna to klęska dla narodu niemieckiego. Że to, co naród ten wypracował sobie przez wieki, zostało zaprzepaszczone przez jednego szaleńca. Że ludzie wierni Hitlerowi, mają opaski na oczach i zachowują się jak po praniu mózgu. Że ci, którzy czują wstręt do zbrodni, i tak ją popełniają, żeby zabezpieczyć swoją rodzinę.
Nie wszyscy Niemcy zabijali, bo chcieli. Wielu zabijało, by żyć.
Często też w kontekście tego dramatu poruszany jest temat obojętności. Czy obojętni są niewinni? Czy profesor biologii może zrzucić z siebie odpowiedzialność za to, że jego odkrycia naukowe wykorzystywane są w obozach? Czy może ratować swój autorytet i nie pomóc zbiegowi? Kto właściwie jest winny - czy tylko ci, którzy strzelają, czy też ci, którzy się temu przyglądają?
Te pytania zostawiam bez odpowiedzi. Nie umiem na nie odpowiedzieć i nawet się nie staram. Bo wiem, po tych wszystkich tekstach wreszcie wiem, że wojny nie zrozumie ten, kto jej nie przeżył.
Bardzo się cieszę, że jest to lektura. Może wzięłabym ją do liceum, żeby dyskusje były już na innym poziomie dojrzałości. Mimo wszystko - krok w dobrą stronę.
Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz