niedziela, 24 stycznia 2016

"Tylko nie gotujcie Kopciuszka" - F. Simon

Tytuł: "Tylko nie gotujcie Kopciuszka"
Autor: Francesca Simon
Wydawnictwo: ZNAK
Liczba stron: 99
Ocena: 5/10

Kolejna książka, której fragment ukazał się w jednym z podręczników do klasy czwartej szkoły podstawowej. A że bardzo krótka, z dużymi literami i obrazkami, to przeczytałam w przerwie od "Faraona" Prusa (tak, recenzja już niebawem).
Do jednej szkoły trafiają przedstawiciele jasnej i ciemnej strony mocy z różnych bajek. Znamy ich wszyscy. Ci dobrzy są w klasie Pani Dobrej Wróżki i stanowią grupę maluchów, ci starsi natomiast szkoleni są w byciu wstręciuchami przez Panią Złą Wróżkę. Cóż za piękna dychotomia, jakie ładne podkreślenie, kto jest dobry, a kto zły!
Kogóż więc znajdziemy w książce? Trolla, Kopciuszka ze złymi siostrami i macochą, Śpiącą Królewnę i Złą Królową, Dużego Złego Wilka i Małe Świnki Trzy, Jasia i Małgosię z Baba Jagą oraz inne, równie kultowe postacie. W klasie Pani Dobrej Wróżki dzieci uczą się tego, czego przeciętny uczeń - czytania, pisania, liczenia...  W klasie Pani Złej Wróżki dodatkowo dowiadują się, jak przygotowywać posiłki z "dzieciny", być jeszcze bardziej niemiłym i podstępnym. Bardzo dobry pomysł! Naprawdę świetny i już widzę koncepcję: najpierw dziecko czyta wszystkie te baśnie, a później omawianą pozycję. Ale oprócz dobrego pomysłu trzeba jeszcze umieć sprawnie to wszystko opisać, a tu już gorzej.
Nie wiem, może jestem za czepialska, ale nie podoba mi się, gdy jeden z bohaterów pluje na drugiego, nawet jeśli jest to przedstawiciel złej klasy. I kilka tego typu zachowań można w książce znaleźć. Pozbyłabym się tego i zamieniła na jakieś uszczypliwe żarciki, ale nie tak obleśne. Dodatkowo bym wątek rozwinęła. Tu akcja dzieje się praktycznie kilka dni, które w sumie zlewają się w jeden. Na końcu oczywiście zła klasa przegrywa i zostaje wypędzona ze szkoły. Brak jakiś epizodów, czytelnik czuje niedosyt! Bez problemu można by zrobić kilkakrotnie grubszą książkę podzieloną na autonomiczne rozdziały.
Podoba mi się to, że autorka ukazuje, że nawet ci, którzy nie chcą zostać inteligentami, a po prostu spełnić się zawodowo w jedzeniu dzieci czy zatruwaniu piękniejszych od siebie, muszą umieć czytać, pisać i liczyć. Łatwo można sobie to przełożyć na realia polskiej szkoły ("po co mi to czytanie, jak chcę zostać fryzjerką?!"):
"Jak zatem zamierzacie ugotować Kopciuszka, skoro nie umiecie przeczytać przepisu? Jak chcecie rzucać czary na odległość, jeśli nie potraficie pisać? I jakim cudem będziecie wiedzieć, ile okien ma być w domku z piernika, jeśli nie potraficie liczyć?"
Czy polecam? Tak. Młodszym dzieciakom może się to spodobać, a pomysł otwiera drogę do omawiania baśni. Uważam, że idealny tekst do przerabiania we fragmentach (jeśli mówimy tu o wykorzystaniu go na zajęciach). Ale nic się nikomu nie stanie, jak przeczyta całość, spokojnie.Nie ma tam jakiś oburzających treści, czyta się szybko i miło. A można się dowiedzieć, że trolle mają pchły i śpiewają piosenki! Podrzuciłabym dzieciom w przedziale 7-10 lat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz