niedziela, 10 stycznia 2016

"Dziewczyna z pociągu" - P. Hawkins

Tytuł: "Dziewczyna z pociągu"
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 327
Ocena: 7/10

Na świeżo piszę. Dwie godziny temu skończyłam czytać, ale chwilę trwało, zanim zeszły ze mnie emocje. Tradycyjne pytanie - skąd ją dorwałam? Też jeżdżę pociągiem. I tam była reklama. Na peronie. Piękny zbieg okoliczności. Obym nie doświadczyła tego, co TA dziewczyna z pociągu. A że przyjaciółka akurat sobie zakupiła tę książeczkę, to pożyczyłam i połknęłam.
Nie jest to książka, która od początku do końca trzyma w napięciu. I to mi się podoba. Napięcie rośnie systematycznie, ale już 50 stron przed końcem nie da rady się oderwać, po prostu nie ma takiej opcji.
Na początku jest spokojnie, bardziej jak w dramacie lub książce obyczajowej. Ale to przedstawienie szerszej perspektywy jest niezbędne i pozwala na wytworzenie pewnego obrazu, a nawet więzi z postaciami.
Główna bohaterka to Rachel, która zmaga się z problemem alkoholowym i tęsknotą za byłym mężem. Mąż ją zdradzał, aż w końcu dla kochanki porzucił. Cóż, Rachel większości swoich wybryków nie pamięta, bo była nachlana, ale z opowiadań Toma - byłego męża - wynika, że nie była zbyt zrównoważona.
Pierwszy, według mnie poruszający wątek. Widzę Rachel oczami wyobraźni i wiem, jak to jest, kiedy jest się uzależnionym. I wiem, jakie ma się poczucie winy, jak się nienawidzi samego siebie. Kobieta ma nie tylko problem z alkoholem, ale też ze swoją psychiką. Nie jest już pewna, kim jest. Pewne wydarzenia, które Tom jej opisywał, pamięta inaczej i nie wie już, czy może w ogóle ufać swoim wspomnieniom. Nigdy tego nie doświadczyłam, ale domyślam się, że musi to być tragiczne. Masz czarną dziurę w głowie i nie wiesz, czy to, co widzisz, to Twoja wyobraźnia, czy realne wspomnienia.
Pewnego dnia przypomnienie sobie tego, co się działo, staje się dla Rachel kwestią najważniejszą. Na tyle ważną, że robi coraz dłuższe przerwy w piciu. Musi zachować trzeźwość, żeby dowiedzieć się, co się stało tej lipcowej soboty...
Główna bohaterka codziennie jeździ pociągiem do pracy do Londynu, choć już kilka miesięcy temu ją wylali. Boi się jednak przyznać przed światem, jak nisko upadła. Dlatego codziennie, od poniedziałku do piątku, mija dwa domy, które są dla niej ważne. Jeden przypomina jej o przeszłości - to tu mieszkała z Tomem, tu spędziła najszczęśliwsze chwile swojego życia. Tom dalej tam mieszka, śpi na tym samym łóżku, na którym się kochali. Ale śpi z Anną, ze swoją nową żoną. Oglądanie tego domu codziennie otwiera ranę, więc naprawdę nie wiem czemu Rach ma do siebie pretensje, że tak z nią źle.
Drugi dom to gniazdko Jess i Jasona. Rachel nie ma pojęcia, czy się tak nazywają. Po prostu często ich widzi i wydają się być idealną parą, więc załamana alkoholiczka wyobraża sobie ich cudowne życie i bardzo im zazdrości. Aż widzi zdjęcie swojej Jess i dowiaduje się, że ma na imię Megan i od kilku dni uznawana jest za zaginioną.
Rachel coś widziała, ze swojego ciepłego pociągu w drodze do wyimaginowanej pracy. Coś, co może wpłynąć na śledztwo w sprawie zaginionej kobiety. A do tego była tam w dniu zaginięcia kobiety i czuje, że uciekające jej wciąż wspomnienia mogą okazać się kluczowe.
"Nie jestem już tylko dziewczyną z pociągu, która jeździ tam i z powrotem bez żadnego celu"
Niestety życie nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej gdy czujesz, że coś wiesz, ale za cholerę nie możesz sobie przypomnieć co. Dodajmy, że na policji nikt nie bierze Cię serio, bo przecież jesteś alkoholiczką i nękasz swojego byłego męża.
Jestem dumna z Pauli Hawkins. Historia nie jest taka, że od razu wiesz na bank, kto jest winny, a kto nie. Wszystkie fakty, które wychodzą na jaw, mają potem jakieś znaczenie. I do tego narracja pierwszoosbowa prowadzona jest z perspektywy trzech uczestniczek zdarzeń - Rachel, Anny i Megan. Przede wszystkim liczy się Rachel, ale Megan przenosi nas o ponad rok wstecz, przez co poznajemy tło wydarzeń i jeszcze bardziej kręci nam się w głowie od domysłów.
Brawa dla tłumacza. Nie wiem, jak tekst brzmi w oryginale, ale w polskiej wersji jest to naprawdę dobry język. Barwny, ale prosty i przyjemny. I ten motyw wyliczanki, która pojawia się trzykrotnie w książce, niczym jakaś zła wróżba:
"Jedna sroczka smutek wróży, dwie - radości pełne dni..."
 Oraz niedopowiedzenia. Na przykład tutaj: "To nie jego telefon. Nie jego, tylko jej". Nie, nie wiemy z kontekstu czyj jest ten telefon. Trzeba się tego domyślać, trzeba czekać w napięciu na rozwikłanie, a właśnie kończy się kwestia Anny, trzeba będzie poczekać, trzeba przeczytać jeszcze kilka stron, żeby się dowiedzieć. Piękny język niedopowiedzeń.
Polecam, bardzo gorąco polecam. Nic ciężkiego, choć w pewnym momencie aż skręca człowieka od tego ciągłego zastanawiania się: KTO. Przekonajcie się sami, co widziała dziewczyna z pociągu i gdzie jest Megan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz