wtorek, 15 grudnia 2015

"Mikołajek" - R. Goscinny i J.J. Sempé

Tytuł: "Mikołajek"
Autor: René Goscinny i Jean-Jacques Sempé
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Liczba stron: 164
Ocena: 5/10
Gdy sięgałam po ten zbiór opowiadań, nie wiedziałam, że powstał on przeszło pół wieku temu. U mnie w szkole się o Mikołajku nie słyszało. Dopiero bodajże na lekcji francuskiego w liceum obejrzeliśmy film z 2009 roku, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to ekranizacja książki.
Opowiadania napisał pan Goscinny (swoją drogą - pan o polskich korzeniach), a zilustrował pan Sempé. O czymże też nam ci dwaj panowie opowiedzieli?
Bohaterem i narratorem zarazem w cyklu historyjek jest Mikołaj, uczeń francuskiej szkoły, który opisuje życie swojej rodziny i kolegów z klasy. Występują postacie, które są przerysowane i które łatwo da się scharakteryzować, na przykład Ananiasz to "pierwszy uczeń i pieszczoszek pani", a  Alcest "jest bardzo gruby i ciągle je". Te zdania przytaczane są praktycznie w każdym opowiadaniu, więc można je czytać jako oddzielne historie i nie mieć poczucia, że się czegoś nie rozumie.
Mikołaj jest w wieku, w którym chłopcy lubią się bić i psocić. Nie podano dokładnie ile ma lat, ale prawdopodobnie coś koło dziesięciu. W opowiadaniach występuje dużo komizmu sytuacyjnego polegającego na tym, że chłopiec chce zrobić coś dobrego, a wychodzi mu to na opak. Dajmy na to, gdy kupił piękny bukiet mamie, to zniszczył go w drodze do domu i wręczył rodzicielce jeden mocno poturbowany kwiatuszek. Niczym prawdziwe dziecko, Mikołaj często nie rozumie, co zrobił źle i to jest słodkie.
Mimo wszystko te opowieści mnie nie urzekły. Praktycznie wszystkie opowiadania ze zbioru można podsumować "Biliśmy się i była świetna zabawa". Nie mówię, że nie można w książkach dla dzieci pokazywać realnych scen z życia, na przykład bójek, ale tutaj w każdym epizodzie z życia małych łobuzów jest bijatyka! No bez przesady... Z drugiej strony, może właśnie wyparcie takich tematów z literatury dziecięcej spowodowało, że mamy tak zniewieściałych chłopców?
Tak czy inaczej, nie byłaby to książka, którą jako pierwszą poleciłabym moim dzieciom. Chyba, że (miejmy nadzieję) mój syn przeczyta już dosłownie wszystko godne uwagi, no to trudno, niechże będzie i ten "Mikołajek"...
Przy okazji powiem, że film mi się bardzo podobał. Może w stosunku do literatury jestem za bardzo czepialska i na wszystko patrzę pod kątem potencjalnej lektury szkolnej...
Ale nie, absolutnie nie namawiam do wyrywania "Mikołajka" z dziecięcych rąk! Jak chcą sami, to niech czytają. Pewnie dla nich te bijatyki to właśnie najciekawszy motyw. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz