sobota, 12 grudnia 2015

"Dziurdziowie" - E. Orzeszkowa

Tytuł: "Dziurdziowie"
Autor: Eliza Orzeszkowa
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 189
Ocena: 6/10
Tak, tak. W tym roku staram się czytać lektury. A że pani Orzeszko w polskim pozytywizmie jest postacią ważną, to będzie się jej nazwisko tu kilkakrotnie pojawiać.
Przyznam szczerze - nie jest łatwo ten tekst zrecenzować. Dla mnie przedstawia się on całkiem inaczej, bo przeczytałam go już po gruntownym omówieniu na zajęciach. Historia jednak do dziś poruszająca.
Do wsi, która odcięta jest od świata i cywilizacji, przychodzi pewnego dnia Pietrusia wraz ze swoją babką Akseną. Na początku mieszkańcy są do nowych sąsiadek dobrze nastawieni, jednak Pietrusia z czasem przysparza sobie coraz więcej wrogów. Nie robi tego specjalnie, oj, nie. Po prostu zakochała się w Michale, a dobiera się do niej Stefan. Na nic namowy babki, by wybrać bogatego Stefana. Pietrusia czeka sześć lat na Michała, który w tym czasie odbywa służbę w wojsku. A odtrącony kilkakrotnie Stefan jej nienawidzi...
Przez Stefana znienawidziła ją także jego żona, Rozalka. Odtrącony bowiem Dziurdzia nie przestał lubić (tak mówiło się wtedy także na kochanie) Pietrusi, a do swej małżonki nie czuł nic. Był z nią, bo babę mieć na wsi jakąś trzeba. Potem kolejne osoby znajdowały sobie powody ku temu, by przybyszkę znienawidzić.
Pietrusia rzeczywiście nie była zwykłą chłopką. Od Akseny poznała tajemnicze właściwości ziół, potrafiła rozpoznać, kto jest złodziejem, chodziła po wsi i śpiewała. Do tego wyszła za Michałka i urodziła mu czworo zdrowych dzieci, co nie było normalne. Trzeba pamiętać, że mówimy o realiach wsi z drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Dużo dzieci się rodziło, ale też dużo umierało. Pietrusię los oszczędził i żadnego dziecka jej nie zabrał. I tak żyła sobie szczęśliwa, zawsze życzliwa, aż jej życzliwość stała się powodem strasznego losu.Jaki to dokładnie los - nie zdradzę. Przeczytajcie.
Warto zwrócić uwagę na budowę powieści. Na początku mamy scenę, która tak naprawdę jest jedną z końcowych. Mieszkańcy wsi są zmartwieni - krowy potraciły mleko. Winna jest prawdopodobnie jakaś wiedźma. Jak się wiedźmę poznaje? Trzeba rozpalić ogień, a ta kobieta, która przyjdzie na palenisko pierwsza, jest służką szatana. No i oczywiście pierwsza przyszła Pietrusia. Jakby przyszła jaka inna, można by mieć wątpliwości w słuszność sądu. Ale znienawidzona żona kowala od dawna posądzana była o kontakty z siłami piekielnymi.
Po tym wstępie Orzeszkowa przechodzi do przedstawienia historii Pietrusi już od początku, w sposób chronologiczny. Utwór posiada też klamrę kompozycyjną - zaczyna się i kończy w sali sądowej. Kto tam trafił? Jak potoczyły się losy kowalichy? Zapraszam do lektury.
Na koniec dodam, że są elementy tak wstrząsające, że aż śmieszne. Na przykład Rozalka dziwi się, że jej dziecko jest niemrawe. No, dziwne, rzeczywiście... Przecież to nic takiego, że maleńkie dostało od matki łopatą w łeb.
Orzeszkowa rozprawiła się z wiejską rzeczywistością znakomicie. Obserwowała wieś i wiedziała, że jej mieszkańcy rządzą się innymi prawami. Tak też przedstawiła Suchą Dolinę, w której ludzie teoretycznie modlą się w kościele, ale nie przeszkadza im to wierzyć w wiedźmy. Bo przecież tak było zawsze, od "dzidów, pradzidów".
Czy warto przeczytać? Warto. Mnie się bardzo podobało. Nie było za długie, za szczegółowe, za przesadzone. I pokazuje, do czego może doprowadzić zabobon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz