niedziela, 8 listopada 2015

"Szukając Alaski" - J. Green

Tytuł: "Szukając Alaski"
Autor: John Green
Wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 266
Ocena: 6/10

O tej książce usłyszałam już kilka lat temu od mojej przyjaciółki, która uwielbia angielski i często coś czytnie w tymże języku. Ona przeczytała po angielsku, ja - po polsku. Już kilka razy miałam tę pozycję wypożyczyć, aż wreszcie wpadła mi przypadkiem w oko w bibliotece i stwierdziłam - bierę!
Każdy, kto chodził do szkoły, miał prawdopodobnie tak, że łudził się, iż kolejny etap nauczania zmieni jego życie na lepsze. "Pójdę do gimnazjum i poznam super ludzi, pójdę do liceum i zacznę więcej się uczyć!". No, jeśli tak nie mieliście, to jesteście dziwni. Ja tak miałam i chyba nietrudno się domyślić, że w praktyce nie wygląda wszystko tak cudownie.
"Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości"
A jednak, życie Milesa zmieniło się całkowicie, gdy poszedł do szkoły z internatem. Wreszcie miał przyjaciół. Wreszcie mógł być sobą. Główny bohater ma specyficzne hobby - wyszukuje i zapamiętuje ostatnie słowa znanych ludzi. Z posłowia dowiadujemy się, że ta cecha łączy Milesa z samym Greenem. Poza tym, chłopak nie za bardzo wyróżnia się z tłumu, chyba że swoją patykowatą chudością. I fajnie. Dlaczego? Bo w książkach dla młodzieży powinny być właśnie takie postacie. Zwykli ludzie, a nie wyidealizowani i wpędzający w kompleksy.
Miles zaczyna wdrażać się w życie w internacie. Pomagają mu w tym nowi przyjaciele - Pułkownik i Alaska. Obydwoje są charakterystyczni - Pułkownik to geniusz, który pełni rolę przywódcy, a Alaska jest wyzwoloną pod każdym względem, tajemniczą dziewczyną, która trochę przypomina mi hipiskę. Często do ich "bandy" dołączają się Takumi i Lara, jednak nie wyróżniają się oni aż tak, jak Pułkownik i Alaska. Młodzi uwielbiają wycinać numery, które są czasem naprawdę szalone.
I tak, o tę właśnie Alaskę chodzi w tytule. Oczywiście moje pierwsze skojarzenie było takie, jak zapewne większości - stan Alaska. Nie jest to do końca mylne skojarzenie, bo bohaterka właśnie stąd wzięła swoje imię. Miała taką możliwość, żeby samej wybrać, jak będą do niej ludzie mówili przez resztę życia i wybrała Alaskę.
Zaczęłam czytać tę książkę i ich wszystkich pokochałam. Ale już sama budowa sugerowała, że coś się tam stanie. Coś złego. Tekst jest bowiem podzielony na dwie części: jedna z nich obejmuje 136 dni PRZED, a druga 136 dni PO. Przed czym? Po czym? Musicie sami się dowiedzieć. Ja, gdy byłam już kilka stron od dowiedzenia się, co się stało, aż bałam się czytać. Wspaniały zabieg. Jednocześnie opowieść zawiera w sobie cały jeden rok szkolny. Aż strach pomyśleć, że tyle się może zdarzyć przez 272 dni...
Jedyne co jeszcze powiem, to to, że tak, owszem, Miles zakochał się w Alasce. Kto by się nie zakochał, taka figlarna, tajemnicza i mądra. Niestety też nieszczęśliwa i zagubiona.
"-Mówiłam wam, że Jake został obdarowany przez matkę naturę jak koń i że jest cudnym, zmysłowym kochankiem?"
Podobało mi się, przeczytałam w niespełna dwa dni, połknęłam, miałam wypieki na twarzy jak nastolatka. Zdecydowane książka dedykowana młodzieży, ale starszym też polecam na rozluźnienie, bo nie jest infantylna ani banalna. Fabuła nie należy do tych, w których można się domyślić zakończenia po dwóch pierwszych stronach. Język też nie jest jakiś strasznie podstawowy - oprócz ostatnich słów znanych ludzi, są też fragmenty wierszy i tytuły różnych książek.
Znajdzie się trochę przekleństw i trochę swawoli seksualnej, ale to NA PEWNO zainteresuje gimnazjalistów. Poza tym, czasami jest naprawdę śmiesznie, można parsknąć w pociągu czy choćby się uśmiechnąć.
"Hyde mówił o Ewangelii świętego Marka, którą przeczytałem dopiero dzień wcześniej, chociaż jestem chrześcijaninem. Tak mi się zdaje. Byłem w kościele, no, jakieś cztery razy. To znaczy więcej razy niż w meczecie."
Wydaje mi się, że idealny tekst dla młodych, zniechęconych lekturami ludzi.
Przeczytajcie. Ocenicie sami. Dużo czasu wam to nie zajmie, a frajda jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz