poniedziałek, 9 listopada 2015

"Marta" - E. Orzeszkowa

Tytuł: "Marta"
Autor: Eliza Orzeszkowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie
Liczba stron: 223
Ocena: 6/10

No, drodzy Państwo. Zapowiadałam, że będą też teksty mniej znane i starsze. Oto jeden z nich, moja tegoroczna lektura na historię literatury...
Ta pozycja to powieść tendencyjna, znana także pod nazwą powieść z ideą. Chodzi o to, żeby jakąś ideę ludziom przekazać, zaszczepić. Nie wzruszyć. Nie zaintrygować. Nie zaciekawić. Realnie wpłynąć na czytelnika, zmienić jego postawę, pokazać mu to, na co prawdopodobnie nie zwracał uwagi.
"Marta" liczy sobie ponad 100 lat, ale nie jest niezrozumiały dla nas tekstem. Wydana w 1873 roku książka pani Orzeszko opowiada historię wdowy, która próbuje jakoś poskładać swoje życie po śmierci męża.
Jak to bywało w tamtych czasach, tytułowa Marta nie pracowała. Utrzymywał ją ukochany, który niestety umarł zbyt młodo, zostawiając bez żadnych środków żonę i małą córeczkę. Pani Świcka, choć zrozpaczona, bierze sprawy w swoje ręce. Sprzedaje niemalże wszystkie rzeczy, przeprowadza się z córeczką do małej izby i zaczyna szukać pracy. Dziś poszłaby do Biedronki, potem do jakiegoś ośrodka pomocy dla samotnych matek i o - żyłaby może skromnie, ale spokojnie i w umiarkowanym szczęściu. Ale nie wtedy...
Pierwszy punkt w poszukiwaniu pracy to swoiste pośrednictwo, w którym znaleźć coś dla siebie mogą nauczyciele różnych profesji. Marta umie grać trochę na fortepianie, trochę rysować, trochę mówić po francusku. Pani ją przyjmuje i owszem, ma dla niej pracę. Niestety tylko przy uczeniu francuskiego, bo rysunku zwyczajowo uczą mężczyźni, a na fortepianie Martuśka gra przeciętnie. Szczęśliwa kobieta zaczyna więc naukę młodej panienki, która o dziwo przerasta ją swoimi umiejętnościami. Cóż. Bohaterka powinna pewnie udawać, że umie i ciągnąć farsę najdłużej, jak to możliwe. Ale Marta jest dumna i uczciwa, dlatego też po miesiącu, w którym daremnie próbowała uzupełnić luki w wykształceniu, rezygnuje z pracy i nawet nie przyjmuje wynagrodzenia. Potem szuka pracy naprawdę wszędzie, gdzie tylko może. Odrzucono ją jako sprzedawczynię (bo to dla facetów), jako rysownika (bo za mało umie), jako tłumaczkę (znów za mało umie)... No, nazbierało się tego. Każde niepowodzenie coraz bardziej ją załamywało. Czuje się po trosze winna, ale z drugiej strony: skąd mogła wiedzieć, że owdowieje? Skąd mogła wiedzieć, że
"Kobieta wtedy tylko utorować sobie może drogę pracy, zdobyć byt niezależny i położenie szacunek nakazujące, jeśli posiada wyłączny jakiś talent lub doskonałą jaką umiejętność."?
Kobieta. Bo z mężczyznami to co innego. Oni mogą więcej w świecie Orzeszkowej, są zdecydowanie nad kobietami.
Marta jest dumna, ale choroba i głód dziecka dumę tę jej po trosze wyrywają. Zaczyna żebrać. Kradnie. Mimo wszystko, nie przyjmuje propozycji udzielonej przez swą dawną przyjaciółkę, Karolinę... Jak się skończy jej historia? Kto jest odpowiedzialny za jej los?
Nie jest to tekst trudny. Nie jest też nudny, przynajmniej według mnie. Idealnie pokazuje walkę z losem, tamte realia i pozycję ówczesnych kobiet. Ma też to, co powinna mieć powieść tendencyjna - przesłanie, które brzmiałoby mniej więcej w ten sposób: "Ucz się babo za młodu, bo ci mąż umrzeć może, a ty zginiesz w świecie bez żadnego dobrze opanowanego fachu!". Niby XIX wiek, ale trochę prawdy wciąż w tym jest, prawda?
Polecam, naprawdę. Nie tylko miłośnikom literatury pozytywizmu czy feministkom!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz