czwartek, 13 sierpnia 2015

"Norwegian Wood" - H. Murakami

Tytuł: "Norwegian Wood"
Autor: Haruki Murakami
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Liczba stron: 470
Ocena: 4/10
Lubię sporo stron na facebooku, na których zamieszczane są cytaty z różnych książek. Tak dowiedziałam się, że istnieje Haruki Murakami i postanowiłam sięgnąć po jego twórczość. Padło na "Norwegian Wood". To pierwsza japońska książka, którą w swym życiu przeczytałam.
Głównym bohaterem, a zarazem narratorem jest Toru Watanabe. Już na samym początku warto zwrócić uwagę na narrację - Watanabe swobodnie opisuje swoje wspomnienia: nie w sposób chronologiczny a na zasadzie skojarzeń. Pierwsze strony sugerują, że będzie to tekst o nastoletniej miłości. Najlepszy przyjaciel młodego Toru ginie samobójczą śmiercią, pozostawiając w rozpaczy zarówno jego, jak i swoją dziewczynę Naoko. Po jakimś czasie Watanabe i Naoko spotykają się przypadkiem w wielkim Tokio i rodzi się między nimi szczególna więź. No pięknie, idealny materiał na książkę dla nastolatków. A jednak... "Norwegian Wood" nie jest tekstem o miłości, a o stracie; nie opowiada stricte o życiu, a o śmierci.
Skąd taki tytuł? Od pierwszych stron głównym bohaterom w różnych momentach życia towarzyszą piosenki Beatlesów, a "Norwegian Wood" to jeden z ulubionych kawałków Naoko. Przesłuchałam utwory dopiero po skończeniu książki, ale myślę, że włączanie ich w trakcie czytania jest lepszym pomysłem. Z jednej strony podobało mi się to, że w tekście były nawiązania do muzyki i książek z kanonu literatury światowej (np. "Czarodziejska góra", "Buszujący w zbożu"). O ile jednak książki znam, to piosenek niestety nie kojarzyłam, dlatego te fragmenty nie robiły na mnie odpowiedniego wrażenia.
Historię teoretycznie opowiada mężczyzna koło czterdziestki, który wspomina swoje życie, gdy był mniej więcej dwudziestoletnim młodzieńcem. Ma się jednak wrażenie, że to właśnie ten młodzieniec jest narratorem, a nie jego starsza wersja. Czasem sposób opisywania pewnych sytuacji wydawał mi się aż nadto naiwny i prosty. Jest w tej powieści mnóstwo momentów, które po prostu mnie oburzały, brzydziły i nie wiem jaki miały cel. Możliwe, że wynika to z różnic kulturowych - nie wiem. Sami zobaczycie. Ponad to dziwi mnie szczegółowość, z jaką Watanabe opisuje wydarzenia sprzed dwudziestu lat... Opisy dań i ubrań naprawdę wydają mi się zbędne.
Plusem na pewno jest tutaj kreacja bohaterów, którzy są bardzo charakterystyczni. Watanabe lubi słuchać, Naoko błądzi ciągle gdzieś myślami, Nagasawa to inteligentny drań. Z drugiej strony większość postaci drugoplanowych nie za dużo do fabuły wprowadza. Są gdzieś na boku, jakby na się wepchnięci.
Dla mnie najlepsza była ostatnia strona książki, choć kompletnie nie pasuje mi do reszty. Więcej zdradzić nie mogę, ale osoby, które przeczytały, na pewno wiedzą o co mi chodzi. 
Chociaż nie czytało mi się tej książki rewelacyjnie i nie jestem zachwycona, to myślałam o niej kilka dni po zakończeniu. Czasem tak jest, że czytam coś i doceniam dopiero po przeczytaniu. Mimo wszystko szczerze się dziwię osobom, które widzą w tej powieści coś fenomenalnego.Na pewno nie sięgnę po nią kolejny raz, ale postaram się zajrzeć do innego tekstu Murakamiego, żeby nie oceniać jego twórczości na podstawie jednej pozycji. "Norwegian Wood" bowiem nie zachwyca mnie ani stylem, ani fabułą.
Książkę polecam osobom, które lubią nostalgiczne, melancholijne teksty. Nie spodziewajcie się nagłych zwrotów zdarzeń czy momentów zapierających dech w piersi.
PS: Pisząc recenzję zobaczyłam, że jest film, także macie krótszą alternatywę poznania omawianej historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz