sobota, 25 lipca 2015

"Zacisze 13" - Olga Rudnicka

Tytuł: "Zacisze 13"
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: EDIPRESSE-KOLEKCJE Spółka z.o.o. (z serii Klub Książki Kobiecej)
Liczba stron: 268
Ocena: 6/10

"Zacisze 13" wpadło mi w ręce zupełnie przypadkowo: moja przyjaciółka pracuje dorywczo w sklepie i zaprosiła mnie do siebie na kawę. Siedziałam i przeglądałam asortyment, a gdy zobaczyłam tę cienką i tanią pozycję stwierdziłam, że dołączę ją do swojej kolekcji. Zmęczona powieścią "Sto lat samotności" miałam ochotę na coś lekkiego – nie zawiodłam się.
Główną bohaterką książki jest nauczycielka historii, Marta Żywek. Przez pomyłkę jej dom staje się obiektem zainteresowania złoczyńców, którzy kończą tragicznie – jeden z nich zostaje zamordowany przez nieznanego sprawcę w ogródku Marty, drugi zaś zepchnięty ze schodów przez Anetę, która tymczasowo mieszka u głównej bohaterki.
-(...) Ryszard jest świeższy. Na razie powinien być na etapie tężenia.
-Mówisz do niego po imieniu? - zszokowana Marta rozsypała makaron.
-A co? Myślisz że ma coś przeciwko? - Aneta zaczęła trzeć żółty ser. - Zresztą jak mam mówić? Trup? Zwłoki? (...) Ryszard jest bezpieczniej.
Dalej przyjaciółki męczą się z ukryciem Andrzeja i Ryszarda. W międzyczasie pojawia się były mąż Marty, a także Damian – podejrzany nieznajomy, który ciągle "przypadkiem" na nią wpada i chce ją zaprosić na randkę.
Fabuła bardzo mi się spodobała. Nie było tak naprawdę nudnego momentu, wszystko prowadziło do rozwiązania zagadki. Jeden wątek jednak nie przypadł mi do gustu – romans Marty z Damianem. Nie chcę spoilerować, ale tutaj Rudnicka poszła na łatwiznę. Na szczęście nie jest to główny wątek książki, dlatego patrzyłam na niego z przymrużeniem oka. Dodatkowo można się przyczepić do stylu i języka – miejscami pojawiają się pewne potknięcia, które irytują zamiast śmieszyć. Nieudolność widać przede wszystkim w opisach sytuacji związanych z nauczaniem czy samą codziennością szkolną. Pomysł uczynienia z bohaterek nauczycielek jest godny pochwały, jednak można było to lepiej wykorzystać. Cieszę się, że w książce jest nie do końca chronologiczna narracja, wydarzenia teraźniejsze bowiem zgrabnie przeplatają się z retrospekcjami. Mimo wszystko nie powiem, kilka razy się szczerze uśmiechnęłam a nawet zaśmiałam, bo Marta i Aneta to postaci wzbudzające sympatię. Poza tym mogę pogratulować autorce NAPRAWDĘ ZASKAKUJĄCEGO zakończenia. Nie spodziewałam się, oj, nie spodziewałam...
Ta lektura spodoba się fanom Joanny Chmielewskiej, bo nie da się nie zauważyć podobieństwa między tekstem Olgi Rudnickiej do polskiej mistrzyni czarnego humoru i kryminału w jednym. Widać, że przed autorką "Zacisza 13" jeszcze długa droga do osiągnięcia stylu Chmielewskiej, ale trzeba zwrócić uwagę na to, że Rudnicka miała 21 lat, gdy "Zacisze" się ukazało. Dla mnie ta informacja wyjaśnia pewne niedociągnięcia i sprawia, że w polskiej pisarce widzę duży potencjał. A może ta młoda kobitka pójdzie w inną stronę i wyrobi własny, niepowtarzalny styl? 
Kto zabił Andrzeja? Kim właściwie jest Damian? Dlaczego Marta nie zgłosiła znalezienia zwłok policji? Pytań wiele, odpowiedzi tylko w tekście!
Polecam książkę przede wszystkim tym, którzy chcą odpocząć od ciężkich powieści wymagających skupienia a także tym, którzy mają niewiele czasu na czytanie – "Zacisze 13" to idealna pozycja do czytania w pociągu czy w tak zwanym międzyczasie. Dla zainteresowanych podpowiem, że istnieje druga część – "Zacisze 13. Powrót". Jeśli kiedyś natrafię na to lub jakąś inną książkę tej autorki, to na pewno przeczytam!

czwartek, 16 lipca 2015

"Sto lat samotności" - G. G. Márquez

Tytuł: "Sto lat samotności"
Autor: Gabriel Garcia Márquez
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZO SA
Liczba stron: 437
Ocena: 6/10
Na "Sto lat samotności" kolumbijskiego pisarza Gabriela Gracii Márqueza trafiłam tak, jak prawdopodobnie wielu czytelników; jest to mianowicie pozycja, która znajduje się w większości zestawień typu "książki, które trzeba przeczytać". Słyszałam o niej, widziałam cytaty, wiedziałam, że muszę ją kiedyś do rąk wziąć. I wzięłam - na sam początek wakacji. 
Jest to tekst wyjątkowy. Opowiada o losach rodziny Buendia od momentu, gdy José Arcadio założył małe miasteczko Mocando, aż do kresu rodu zbiegającego się z upadkiem miasta. Książka ukazuje perypetie kolejnych pokoleń, na których ciąży klątwa kazirodztwa. Szybko można się pogubić, ponieważ potomkowie nazywani są często imionami swoich przodków. W ten sposób czterech mężczyzn ma na imię José Arcadio,dużo też jest Aurelianów... Jak dla mnie, było to bardzo kłopotliwe – nie wiedziałam już, kto jest kim. W internecie znalazłam drzewo genealogiczne rodziny; polecam je przeglądać w czasie lektury. 
Na czym polega wyjątkowość książki? Elementy fantastyczne łączą się tak subtelnie i prawie niezauważalnie z realnymi, że wydają się wręcz naturalne. Miasto nawiedza epidemia bezsenności, jedna z bohaterek unosi się do nieba, dzieci ze związków kazirodczych rodzą się ze świńskimi ogonkami... Poza tym, warto zwrócić uwagę na sposób narracji – osoba opowiadająca jest obserwatorem, który od początku zna całą fatalną historię rodu i zapowiada nadchodzące wydarzenia.
"Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go ze sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód"
Te same wydarzenia są przytaczane w książce wielokrotnie, czasem jako zapowiedź, czasem jako wspomnienie. Pokazuje to, jak autor doskonale znał historię, którą opowiadał; mógł sobie pozwolić na swobodne lawirowanie między wątkami.
Wśród historii rodziny przewijają się motywy biblijne (na przykład potop), a także historia Kolumbii. Choć czas, w którym rozgrywa się akcja nie jest podany, zakłada się, że mowa o przełomie XIX i XX wieku. 
Jacy są bohaterowie? Ile synów miał pułkownik Aureliano? Z kim baraszkowała w czasie kąpieli Amaranta? Tego wszystkiego można dowiedzieć się, sięgając po tę pozycję. Czy ją polecam? Tak, ale raczej dla czytelników wprawionych i lubiących wyzwania. Nie jest to książka łatwa i lekka. Sama mam zamiar sięgnąć po nią jeszcze raz, wydaje mi się bowiem, że należy ona do tych, które zrozumieć można tylko po wielokrotnej lekturze.