piątek, 3 marca 2017

"Przygody Tomka Sawyera" - M. Twain

Autor: Mark Twain
Tytuł: "Przygody Tomka Sawyera"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 256
Ocena:  6/10

Jak wiadomo, "Przygody Tomka Sawyera" od lat są lekturą szkolną. Mnie akurat ominęła ta przyjemność w podstawówce, ale nadrabiam.
Tomek jest sierotą, wychowuje go pobożna ciotka Polly i na wstępie należą się jej brawa, że go nie ukatrupiła. Tomuś bowiem jest nieprzeciętnym łobuzem: nie w głowie mu nauka, świetnie kłamie, a do tego ma "opóźnioną empatię" - gdy coś robi, nie zastanawia się, jak poczują się jego najbliżsi; refleksja następuje po czasie.
Jest to bardzo specyficzna powieść, napisana z wielką dawką ironii. Tomek nie ma złego serduszka, ale po prostu jest niegrzeczny, nie potrafi inaczej! Trudno go jednak nie polubić. Mimo że jest nieukiem, zna sporo książek i często inspiruje się nimi w swoich zabawach.
Tekst Twaina wybija się na tle literatury dla dzieci i młodzieży - autor robi bowiem ze swojego bohatera jednego ze świadków zabójstwa. To rzadko poruszany temat w tekstach dla młodszych, ale tutaj bardzo ten wątek pasuje, jakoś nie razi po oczach. Kto kogo zabił i co z tym faktem zrobił nasz bohater i jego najlepszy przyjaciel, bezdomny Huck? Przekonajcie się sami!
Co można wynieść z tej książki? Uśmiech przede wszystkim, ale też obraz dzieciństwa w dziewiętnastowiecznych Stanach Zjednoczonych.
"- Ale mnie na pewno powiesz - odezwała się słodziutko dama. - Imiona pierwszych apostołów to...
- Dawid i Goliat!"
Dorośli pewnie zwrócą uwagę także na specyficzny rodzaj religijności mieszkańców St. Petersburga (tego na Florydzie, nie w Rosji), którym wiara w Boga i uczestnictwo we wszystkich nabożeństwach nie przeszkadza wierzyć w zabobony. No! I romanse Tomka! Sami widzicie, jak sporo w tej krótkiej książce ciekawych wątków!
Godną uwagi postacią jest także Huck Finn - pomimo swojego ciężkiego losu jest dobrym chłopcem, nie szukającym rozgłosu i nie użalającym się na swój los.
Tomek jest bohaterem znanym dzieciom na całym świecie. Warto więc zapoznać się z tą pozycją bez względu na to, ile się ma lat.

wtorek, 31 stycznia 2017

"Martynka w krainie jezior" - G. Delahaye

Autor: Gilbert Delahaye
Tytuł: "Martynka w krainie jezior"
Wydawnictwo: Papilon
Liczba stron: 20
Ocena: 6/10


Książek z cyklu opowieści o Martynce jest naprawdę sporo. Są zabawne
i pouczające i według mnie idealnie sprawdzą się jako lektury czytane przez rodziców do poduszki.
W tej części Martynka jedzie ze swoim dziadkiem do znajomych, gdzie mieszka jej kolega z dawnych lat, Franek. Dzieci spędzają wspólnie dzień nad jeziorem, a Martynka dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy dotyczących świata przyrody. Jak wygląda szczupak? Dlaczego ptaki bywają agresywne? Co to jest iskra? Czy "kurka wodna" to przekleństwo? Tego właśnie mogą dowiedzieć się pociechy na podstawie tej ksiażeczki.
Na uwagę i uznanie zasługują przepiękne ilustracje. Przypominają te stare, sprzed ery grafik komputerowych.
Książka jest rzeczywiście zabawna i pouczająca i plusem jest to, że jeśli dzieciom się spodoba, to na rynku i w bibliotekach jest baaaaardzo dużo innych tekstów opowiadających o Martynce.

"Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa" - R. Lagercrantz, E. Eriksson

Autor: Rose Lagercrantz, Eva Eriksson
Tytuł: "Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa"
Wydawnictwo: Zakamarki
Liczba stron: 118
Ocena: 4/10

Jest to jedna z książek o Duni, dziewczynce, która dopiero zaczyna swoją przygodę w szkole. Ta część zdecydowanie mnie nie zachwyciła...
Ostatni dzień roku szkolnego, Dunia za chwilę skończy pierwszą klasę. Jest jak zawsze bardzo szczęśliwa. To jej najbardziej rozpoznawalna cecha - jest wiecznie szczęśliwa, typowa optymistka. Jeśli coś nie idzie po jej myśli, to wypiera to ze świadomości, zapomina.
Tym razem jednak Dunię spotyka jeszcze większe nieszczęście niż wtedy, gdy wyprowadziła się Frida, jej najlepsza przyjaciółka. Tatuś dziewczynki został potrącony przez samochód i zapadł w śpiączkę... Tata samotnie wychowuje Dunię, jej mama zmarła dawno temu.
Okej. Dunia zawsze szczęśliwa ma przeżyć teraz coś tak strasznego, jak wypadek taty, i to nie byle jaki wypadek. Dobry pomysł, dobry materiał, który mógł pokazać, jak radzić sobie z takimi sytuacjami, gdyby komuś się rzeczywiście w życiu zdarzyły. Ale nie. Dunia dowiaduje się, że tata jest w szpitalu, oczywiście płacze, już nie jest taka szczęśliwa, jednakże trwa to bardzo krótko. Okazuje się bowiem, że spędzi wakacje z Fridą. I znów jest szczęśliwa. Zostawi tatę samego na dwa miesiące. Co z tego. Kto by się przejmował, przecież stary i tak leży w szpitalu, co mu po małej Duni...
Dobrze, może jestem trochę uszczypliwa, ale nie rozumiem sensu tej opowieści. No kurde, dziewczynka się dowiaduje, że jej ojciec został potrącony, zapadł w śpiączkę. Co prawda na chwilę się przebudził, ale tylko na sekundę i lekarze ostrzegają, że będzie dochodził do siebie przez wiele tygodni. A jego córka cieszy się i nie ma problemu z tym, że zostawi go w szpitalu, a sama będzie się bawić z Fridą. No nie wiem, boli mnie to, może jestem za stara. Rozumiem, że dzieci nie przejmują się wszystkim tak bardzo i tak długo jak dorośli, ale nie wiem po prostu, jaki jest morał tej historii i po co takie dziwne połączenia... Do tego ilustracje, które są moim zdaniem kompletnie nieudane. Jak widzę twarze głównej bohaterki i jej koleżanki, to coś się we mnie przewraca.

"Sama. Listy z piwnicy" - G. Kasdepke

Autor: Grzegorz Kasdepke
Tytuł: "Sama. Listy z piwnicy"
Wydawnictwo: MUZA
Liczba stron: 32
Ocena: 5/10

Jest to jedna z książek z serii "Poczytajki pomagajki", która ma na celu pomóc dzieciom szykującym się do pójścia do szkoły czy przedszkola zrozumieć pewne ważne kwestie, na przykład że każdy jest inny i zasługuje na szacunek.
"Sama. Listy z piwnicy" to historia Kariny, której rodzice się rozstali. Mama co dwa tygodnie urządza sobie domowe SPA, jednocześnie robiąc porządki. Kobieta nie lubi starych rzeczy, dlatego brutalnie rozdziela Karinkę z zabawkami i wynosi je do piwnicy. Dziewczynka pisze więc listy do swoich zabawek-przyjaciół, jednocześnie pytając, czy spotkali oni może jej tatę i czy znajdzie się miejsce w piwnicy i dla niej, jeśli mama urodzi nowe dziecko?
Można z tej historii dużo wyciągnąć. Podejmuje temat rodziny niepełnej, w której dzieci czasem czują się niepewnie i nie bardzo rozumieją, dlaczego jeden z rodziców mieszka gdzie indziej. Zdecydowanie można tę historię wykorzystać przy rozmowie z najmłodszymi o ich własnej sytuacji czy też o tym, co dzieje się w rodzinach ich kolegów i koleżanek.
Ilustracje są kolorowe i bogate. Może nie jakieś najpiękniejsze, ale raczej udane.

"Wigilia Małgorzaty" - I. Desjardins

Autor: India Desjardins
Tytuł: "Wigilia Małgorzaty"
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Liczba stron: 72
Ocena: 7/10

Co prawda już po okresie świątecznym, ale warto zapisać sobie ten tytuł!
Książka to opowieść o staruszce, która od kilku lat spędza święta sama. Nie dlatego, że nie ma rodziny. Po prostu nie chce wychodzić na dwór, bo za bardzo się boi, że ktoś ją napadnie, że się wywróci i połamie, przeziębi... Jej mąż umarł, większość bliskich znajomych też. Pewnej wigilii w życiu Małgorzaty wydarza się coś, co zdejmuje jej zasłonę z oczu. Na okładce przeczytamy, że jest to "wzruszająca opowieść o tym, że w Wigilię naprawdę zdarzają się cuda".
Książka jest mądra, pięknie wydana. Tekstu w niej niewiele, bo całe strony są zapełnione ładnymi ilustracjami. Oczywiście tematyka sprawia, że najlepiej zaplanować lekturę gdzieś na grudzień.
Myślę, że jest to jedna z tych lektur, która podoba się bardziej rodzicom niż ich pociechom. Mimo wszystko wydaje mi się, że młody czytelnik na swój sposób też doceni tę prostą historię. Może być ona pretekstem do rozmowy o tym, czym właściwie jest cud.
"Tak bardzo bała się śmierci, że w końcu zaczęła bać się życia".
Bardzo, bardzo polecam!

piątek, 27 stycznia 2017

"Dziewczęta z Nowolipek" - P. Gojawiczyńska

Autor: Pola Gojawiczyńska
Tytuł: "Dziewczęta z Nowolipek"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 259
Ocena: 6/10

"Dziewczęta z Nowolipek" to jedna z moich lektur w tym semestrze. Akurat tę udało mi się przeczytać...
Tytuł możecie kojarzyć, bo na podstawie książki powstały dwa filmy: jeden już w 1937, drugi w 1985. Jest to historia kilku przyjaciółek, których młodość to lata pierwszej wojny światowej. Bohaterki zamieszkują Nowolipki - warszawską ulicę biedy. Wszystkie (no, może prawie wszystkie) na swój własny sposób chcą wyrwać się z tego środowiska, osiągnąć coś w życiu. W powieści znajdziemy wątki autobiograficzne, gdyż sama Gojawiczyńska dorastała na Nowolipkach, gdzie jej ojciec miał warsztat stolarski. 
Autorka stawia pytanie: czy można się wydostać z Nowolipek? Czy można zmienić swoje przeznaczenie, awansować w drabinie społecznej? Wykorzystuje przy tym koncepcję powieści psychologicznej, po którą często sięgali pisarze w dwudziestoleciu międzywojennym (a książka ukazała się w 1935 roku).
"Pozbyła się swojej słabości, na wieki wieczne pozbyła się współczucia. [...] Tępo i zwyczajnie przyjmowała to, co przyniosło życie".
Jest to powieść wyjątkowo pesymistyczna. Żadna z dziewczyn nie jest tak naprawdę szczęśliwa. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością jest bolesnym przeżyciem, doprowadzającym w niektórych przypadkach nawet do śmierci. Bo niby jak uciec z Nowolipek? Przez dobre małżeństwo? A kto zechce za żonę dziewczynę z ulicy biedy? Przez naukę? A jak się niby uczyć, jak w domu tyle roboty, a w brzuchu pustka?
"Ale nasze matki lżej znosiły to wszystko, nie umiały czytać ani pisać, to jest lżej, mówię ci, kiedy się nie rozmyśla. [...] A my... my się będziemy tak pętać w życiu, popychane. Co to jest za życie?"
Jeśli chcecie poznać losy tytułowych dziewcząt, przeczytajcie. Jest to bardzo realny obraz tamtych lat, który zmusza do zadania sobie pytania: czy teraz, w XXI wieku, te dziewczyny miałyby szansę osiągnąć sukces?
Polecam, bo książka przystępnie napisana, krótka, a o autorce niewiele się mówi. A szkoda, bo warto "odkopać" jej twórczość.

niedziela, 8 stycznia 2017

"Czarodziejska góra" - T. Mann

Tytuł: "Czarodziejska góra"
Autor: Tomasz Mann
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 976
Ocena: 7/10

Logiczne, że tytuł słyszałam, że od lat wiedziałam, że wypadałoby przeczytać. Mieliśmy na seminarium w tym roku polskie nawiązania do Manna i Prousta. Rozmawiałam z koleżanką, która powiedziała, że przeczytała "Czarodziejską górę" w zeszłym roku i jej się podobała, nie była tak ciężka, jak można by się spodziewać. Czułam, że jestem w nastroju na tę książkę, więc po nią sięgnęłam.
Ogólnie sprawa przedstawia się tak: młody Hans Castorp przyjeżdża w odwiedziny do sanatorium w Davos do swojego kuzyna, Joachima. Pobyt ten jednak się przeciąga, role się w pewnym momencie odwracają, trudno bowiem odjechać, gdy ktoś już osiadł "tam na górze". Tak naprawdę więcej powiedzieć nie mogę, bo ciężko.
Podobało mi się, choć mnie nie rozkochało w sobie, jak niegdyś na przykład "Mistrz i Małgorzata". Nie porwało, nie sprawiło, że miałam palpitacje serca, ze się zachwycałam, czy to treścią, czy kompozycją, czy językiem (co może być oczywiście kwestią tłumaczenia). Mimo wszystko warto chyba powiedzieć, że zaczęłam książkę czytać, a później się okazało, że z przyczyn niezależnych ode mnie musiałam przerwać. Stwierdziłam, że przeczytam ją więc "kiedyś". Ale nie oddałam. I po kilku tygodniach, gdy nadeszły święta, okazało się, że nie przestałam o niej myśleć, że 350 stron nie wystarczyło, żeby mnie nasycić. A że leżała wciąż na półeczce, to do niej wróciłam i oto jestem, spowiadam się przed Wami, dumna okropnie, że "Czarodziejska góra" dołączyła do spisu lektur przeczytanych. Myślę, że to o czymś świadczy. Praktycznie do żadnej książki mnie tak nie ciągnęło.
Według mnie w powieści Manna najważniejszy jest nastój. Jeśli ktoś ją czyta w spokoju, ma wrażenie, że sam znajduje się na szczycie góry w sanatorium. Odpoczywa. Ma CZAS (który swoją drogą jest jednym z bohaterów książki).

Poradnik oparty o własne doświadczenie z czytaniem "Czarodziejskiej góry":
1. Znajdź DUŻO CZASU, i to nie tak, że coś Ci chucha na kark i czujesz, że masz coś do zrobienia (w dzisiejszych czasach to bardzo trudne, ale na pewno wykonalne).
2. Czytaj książkę tylko w CISZY i kompletnym SPOKOJU. Nie w pociągu, nie w domu pełnym ludzi, którzy ciągle Ci przeszkadzają lub hałasują. Da się tę książkę jako tako zrozumieć nie spełniając tego warunku, ale wiele rzeczy wtedy się nie wychwytuje.
3. Czytaj na raz minimum kilkadziesiąt stron. Nie da się poczuć klimatu, oderwać od rzeczywistości, jeśli czyta się 20 minut dziennie. Czym dłużej się ten tekst czyta, tym bardziej naturalne się to staje i człowiek czuje, jak wszystko się w nim wycisza. Naprawdę.
4. Absolutnie nie czytaj tej książki równolegle z innymi książkami. Próbowałam, ale przestawienie się jest bardzo ciężkie.
5. Czytaj książkę WOLNO i UWAŻNIE, przetwarzając w głowie każde słowo, a nie skacząc po stronach. Zapomnij przy tej lekturze o wszystkich technikach szybkiego czytania.
6. Upewnij się, że w Twoim wydaniu są przypisy zaznaczone przy tekście, do którego się odnoszą! Wydawnictwo "Świat książki" odradzam - nie dość, że przypisów jest za mało i jeśli ktoś nie jest poliglotą, to musi sprawdzać co chwilę coś w internecie, to jeszcze sam czytelnik musi się domyślić, do którego fragmentu znajdzie na końcu przypis, gdyż nie jest to jak w normalnych wydaniach zaznaczone gwiazdką, ptaszkiem czy czymkolwiek.
7. Spróbuj książkę przeczytać dwa razy, niekoniecznie z rzędu. Sam autor mówił, że przy drugim zetknięciu się z "Czarodziejską górą", lektura jest o wiele przyjemniejsza. Mam zamiar mu zaufać i KIEDYŚ (czytaj: na emeryturze) do niej wrócić.